28. Bieg Powstania Warszawskiego

Na wstępie napiszę tak, jest to bieg inny niż wszystkie, ale czy tym razem tak było? Śmiało napiszę, że nie!

To nie był mój pierwszy bieg upamiętniający tą szczególną wykrwawioną ranę w historii naszej ojczyzny. Za każdym razem gdy kroczyłem w stronę Konwiktorskiej, coraz to więcej emocji buzowało buzowało we mnie. Patrząc na budynki widziałem jak tu, w tych szczególnych miejscach, toczyły się walki. Gdzie przebiegał Powstaniec i gdzie z okien spoglądała ludność cywilna z nadzieją, że to już ostatni dzień.

Wiele myśli wówczas było ze mną. Nic nie było mi obojętne. Łatwiej było mi się zmotywować, aby wykonać założony plan, który nosił jedną nazwę iść jak oni (znaczy w moim wypadku biec). Nie liczyły się dla mnie warunki atmosferyczne, ten kto biegł w tych zawodach, wie że pogoda rozdaje tu karty. Był ten impuls! Od samego startu można było czuć coś więcej, niż tylko skok adrenaliny i innych hormonów. Trasa wiodła odcinkami brukowanymi, mijało się Sąd Najwyższy, Krakowskie Przedmieście z Pałacem Prezydenckim na czele, przez Wybrzeże Kościuszkowskie mając po lewej stronie koncert fontann i widok na Zamek Królewski. I tak na marginesie, zdecydowanie lepszy dojazd, dużo miejscówek, aby udać się na małe co nie co, po samym biegu. Był lekki podbieg i szybki zbieg, oczywiście po kocich łbach.

Nowa trasa tak jest zdecydowanie szybsza, ale do ch… wacława, czy zawsze chodzi o cyferki?!

mms_20180802_192532

Dla mnie w pierwszej kolejności liczą się emocje, a tych mi brakowało. Brakowało mi tego specyficznego ducha. I też napiszę to jako osoba odwiedzająca Warszawę, zabrakło mi prawdziwej Warszawy. Zabrakło mi tej całej historii w tle, która była namacalna.

Czy narzekam? To tylko moja subiektywna opinia. Szkoda, że trasa została zmieniona, a za rok, no cóż zamelduję się ponownie, bo w taki sposób czczę pamięć o Powstaniu.

Wróćmy do samego biegu.

download_20180802_192603

W tym roku założenie było proste, nie hojraczyć, bo jest jak jest. Formy nie ma więc, nie było po co targać od początku, głupio byłby się wyłożyć już na starcie. Ruszyłem, byłem skoncentrowany, aby nie puścić za bardzo. Systematycznie posuwałem się do przodu, biegnąc na plecach innych osób. Warunki atmoseryczne w ogóle mi nie przeszkadzały. Wiadomo, tempo jakim śmigałem, nie mogło powodować większego zmęczenia w organizmie, a nowa trasa nie motywowała, aby dodać coś z siebie. I tak przebiegło 8 km, biegłem, mijałem innych, a na wodopoju stanąłem sobie i spokojnie wypiłem wodę.

No ostatnie 2 km, narzuciłam szybsze tempo. Przyznam się szczerze, że zaskoczyłem się nawet tym powolnym tempem, bo w czwartek poprzedzający bieg wyszedłem pobiegać i po 3,5 km jakoś uleciały mi siły jedynie dokręciłem do 5.

9 km przyśpieszenie i przygotowanie na długi kilometrowy finisz. Ostatni kilometr, dłuższy krok, mocniejsza praca ramionami i daję. No to jest bieganie. Tłum ludzi, szybko zmieniałem swoje położenie i ostatnie finiszowe metry. Meta mnie zaskoczyła, bo pojawiła się znikąd, po zakręcie, biały balon i jest sprint na koniec. Okej meta.

bpw18_01_ppw_20180728_222815

Co miało zostać zrobione zostało zrobione i tak można to podsumować. Sam bieg nie był walką, czy sprawdzeniem gdzie moja forma tylko i AŻ upamiętnieniem tego krwawego wydarzenia.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

Blog at WordPress.com.

Up ↑

%d bloggers like this: