Podnoszę się.

Ten wpis będzie zgoła inny od poprzednich. Nie znajdzicie tutaj miejsc, które warto zobaczyć, nie  znajdziecie propozycji treningu, czy relacji z biegu.

Ten wpis to próba podniesienia się, spróbowania na nowo.

W zeszłym roku o tej porze byłam zapisana na bieg ultra- to było jedno z moich marzeń,  zrobienie takiego dystansu. Okres przygotowań, weekendowe wycieczki w góry- to wszystko nadawało mi rytm, którego tak bardzo potrzebowałam po zmianie charakteru pracy. Dzisiaj, mam wrażenie właśnie dzięki temu, przetrwałam pierwszą połowę roku. Byłam nakręcona, robiłam wszystko, na każdym polu. Treningi, angielski, kursy, dodatkowe i nowe obowiązki w pracy, które mnie pochłonęły totalnie. Czułam, że żyje i idę w dobry kierunku. Odhaczałam kolejne zakończone sprawy na liście.

 

Czas euforii

W maju pojechaliśmy do Budapesztu, potem do Szentendre. Zrobiliśmy to! Przygoda, którą będę wspominać do końca życia. Wyjątkowy bieg i wyjątkowe dla nas, wakacje. Euforia, radość na mecie i jeszcze przez kolejne dwa tygodnie urlopu.

33340917_1992541560995479_5166027259659681792_o

Powoli powrót do rzeczywistości, do pracy, kolejne „duże” wyzwanie zawodowe. I postanowienie: trzeba odpocząć po ultra. Organizm musi się zregenerować.

Dam mu czas.

Czerwiec minął, zaczęły się wakacje. Miałam duże plany, nie planowaliśmy większego wyjazdu, dlatego chciałam odpoczywać weekendowo, dalej eksplorować dolnośląskie- jeszcze tyle miejsc nie odkrytych! Niewiele nam z tego wyszło. Prawie nic. Wakacje zleciały mi pod znakiem pracy. Biegnie? Odpuściłam, najpierw mówiłam sobie: jak tydzień nie pobiegam nic się nie stanie, później: od jutra. Tak, od jutra potrzebuję tego. Zaczął się wrzesień, bardzo dużo delegacji-wymówka pojawiła się sama. Kolejny miesiąc minął, praktycznie bez aktywności.

Refleksja

Dzisiaj zdałam sobie sprawę, jak długo ten stan trwa. Obecnie czuję się gorzej, fizycznie i psychicznie. Nie mam siły i energii. Nic mi się nie chce. Brakuje mi chęci i motywacji do działania. Brakuje mi optymizmu.

Zaczęłam analizować, co robię inaczej, dlaczego kilka miesięcy temu byłam w stanie zrobić tyle rzeczy, a dziś? Zmusić się do przerobienia jednej lekcji z angielskiego, wymaga od mnie ogromnego wysiłku. 5 miesięcy temu robiłam pięć pod rząd, bez zastanawiania się!

Czego nie mam teraz, co miałam wtedy?

Cel i regularną aktywność.

Tak, tylko tyle. Konkretny zdefiniowany cel, do którego dążyłam, na poziomie sportowym, rozwojowym i zawodowym. Na każdej z tych płaszczyzn miałam cel, obrany i zdefiniowany. To składało się na moją motywację!

Po realizacji nie wyznaczyłam kolejnych. Odpuściłam sobie, aktywność, naukę i rozwój. Jakieś niepowodzenia, które siępojawiły mnie jeszcze bardziej przytłoczyły i zaczęłam się buntować, tracić wiarę w sens tego wszystkiego. Po co to wszystko? Wykonuje minimum, tyle żeby funkcjonować i źle mi z tym.

Pięcio etapowy model zmiany

Znany w psychologii, stosowany w psychoterapii i biznesie teoretyczny model wprowadzania zmian. Model, który znam z kursu, mam zamiar przetestować na sobie. Według niego, refleksja (mój obecny poziom) jest na drugim miejscu-jeszcze trzy etapy przed mną!

Trzymajcie kciuki!

IMG_20181022_080917.jpg

Ps. Wschodzące słońce w Goleszowie

Taka moja metafora zmiany do której dąże.

 

Do następnego!

Ola

 

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

Blog at WordPress.com.

Up ↑

%d bloggers like this: