Madohora – dziki szlak

To był właśnie ten dzień. Kanadie na stopach, butelka wody w plecaku, buff na głowie, włosy unoszące się na zbiegach, a do tego kompresy na łydkach 😉

Wrocław -> Sosnowiec -> Szczyrk (czwartkowy ślub) i główny cel wycieczki Ślemień. Beskid Makowski.

Już dawno nie czekałem w takim napięciu na sobotę. Różne trasy miałem w głowie. Najpierw niebieski szlak i kierunek Góra Żar albo “przeoranie” całej Madohory. Tyle tras i tylko jeden dzień aby je oblecieć.

Plan był prosty, zmierzyć się z dystansem i wysokością. Tym razem nie chciałem spacerować i podziwiać otaczających mnie wzgórz. Chciałem tak jak wcześniej być tym, który wznieca kurz na szlaku.

Tym razem nie była to klasyczna wyprawa szlakiem. Tu niebieski, tam zielony i super zrzut na blog. Nie tym razem. Kierownikiem wyprawy okazał się Jaro! Tym razem Fenix 3 tylko kreślił przebytą trasę, a nie prowadził krok po kroku.

całość

A teraz początkowe szczegóły trasy (amatorka :D)

Ślemień tu był start, kierunek centrum i ulica Stroma. Właśnie tam zaczynał się nasz szlak. Nie jest to główny szlak, który jest widoczny na mapach, lecz lokalna ścieżka, a dokładniej czarny szlak, który nie był za bardzo widoczny. Asfaltowa trasa w mieście była dobra na rozgrzewkę, szybki marsz oraz zmiana ciuchów. W tym momencie pozbyłem się longsleeve i zostałem w koszulce. Pogoda tego dnia dopisywała. Kończy się asfalt i zaczyna się wspinaczka. No przecież nie będę szedł i fru. Ilość przysiadów, wykroków dała mi moc w nogach. Wspinając się pod górę mogłem ujrzeć Krainę Niskich Beskidów. Myślałem, że pęknę, a tu proszę szedłem, tempo nie było wybitne jednak spokojnie ciągnąłem do góry. Sam siebie zaskoczyłem.

Pierwszy zbieg, asfalt i zostawiam góry i widoki. Czas na mały atak psów z zaskoczenia tzn. takich skaczących do kostek. Pozdrowienia od tubylców: fajnie, że biegam.

dav

Przejście przez drogę w Gajówce i dalej czarnym w górę. Jaka to jest radość. Szybki test na trzeźwość na leżących pniach i którędy dalej. Nie było oznaczenia, a trzy rozwidlenia. Lewo, prawo, w środek? Wybór był jeden należało skierować się w górę i w kierunku Madohory. Podejście to było już z tych z górnej półki. Sam wiedziałem, że w tym momencie warto podejść niż wbiegać. Gdy podejście stawało się przyjazne do biegu, odsłoniło to co w wycieczkach górskich jest tym czymś – widoki. Widok na grań Babiej Góry, która w maju jeszcze jest pokryta śniegiem.

Mniej niż rok temu wchodziłem w rzelastwie na Salomonach na Diablaka. Widok był magiczny, Tatry w całej okazałości. Teraz Babia je przykryła. Była na wyciągnięcie ręki. Pamiętny wschód słońca!

Czas ruszyć dalej i pojawiło się połączenie z zielonym szlakiem. Więc hop sa i biegiem w górę. Nie chciałem iść! Walka z limitami jest zajebiście (bunkrów nie było)! Sam w ostatnim roku zmierzyłem się nie z tymi sportowymi i co? Opisując romantycznie na pewnej spalonej ziemi wyrosło mocne drzewo, które nie ugina się przed huraganami. Tak!

Polana bez drzew, obracam się a tam panorama Beskidów i jej skarby. Babia Góra i Pilsko na jednym widoku! A wecie ile osób przebyło tą drogę tego dnia? 3. Ja, Ola, Jaro! Każdy inaczej odebrał ten widok.

hdr

 Ja spojrzałem, uśmiechnąłem się. Polana, widok na szczyt, który ma w sobie tyle wspomnień, są strasznie ważne dla mnie…

Ruszam dalej, tym razem prawdziwy zielony szlak. Biegiem ,biegiem, bo jest w dół. I szlak skręca w prawo i góra, radość, że mogę wbiegać i walczyć fizycznie z przeszkodą jaką jest, no właśnie co tym razem? Nie ma właściwego stroju? Wieje? Za bardzo pali słońce? Doskwiera mi kac? Było idealnie! Słońce świeciło, miałem właściwy ubiór. A przede wszystkim wracałem do tego co uwielbiam! To była ta chwila, która sprawia, że jesteśmy wielcy w oczach samych siebie. Gdy widząc siebie w lustrze wiemy, że to jest ten moment, gdy trzeba sobie zacząć bić brawo!

hdr

Jednak, chwila. Telefon mi dzwoni. Kris, gdzie jesteś zabłądziłeś! Jak to? Zbiegam, kamień po kamieniu. Ponowny telefon: Dobrze idziesz. I znowu zielony pod górę.

Gibasów Wilki, Rezerwat Madohora i powalone drzewa, taki cross. Taki mały Spartan Race, błoto, przeskoki nad przeszkodami, czasem przejście pod drzewem i ostatni szczyt – Łamana Skała, gdzie finisz był prawie na czworaka.

Nawrotka i kierunek Gibasów Wierch. Bieg w dół i nagle, tak szybko dotarłem do rozwidlenia. Za szybko 😀

Niebieski w dół, gdzie już schodziłem z grupą. Ostanie spojrzenia Babiej Góry i Kocoń.

Tego właśnie trzeba było mi! Biegu pod górę.

IMG-20190519-WA0002

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

Blog at WordPress.com.

Up ↑

%d bloggers like this: